- I patrzyłem na górników idących
„— I patrzyłem na górników idących z kopalni
— Tak. Gdy cię ujrzałam po raz pierwszy, siedziałeś lam bezczynnie. Już miałam cię minąć, gdy wtem wyjąłeś z kieszeni starą kopertę i ołówek i zacząłeś szkicować. Zajrzałam ci przez ramię, aby widzieć, co robisz. I zobaczywszy... zakochałam się w tobie.
— Zakochałaś się We mnie
— Tak, Vincencie.
— Może wtedy nie byłem taki brzydki.
— Teraz jesteś znacznie piękniejszy.
i— Twój głos, Maja, brzmi tak dziwnie. Raz jeden tylko mówiła do mnie kobieta takim tonem.
— Wiem, Margot. Ona kochała cię, tak samo jak ja.
— Znasz Margot
— Byłam dwa lata w Brabancji. Codziennie towarzyszyłam ci, gdy szedłeś na pola malować lub gdy pracowałeś w starej pralni. I byłam szczęśliwa, bo wiedziałam, że Margot cię kocha.
— To znaczy, że przestałaś mnie kochać
Maja dotknęła koniuszkami chłodnych palców oczu Vincenta.
— O tak. Kochałam cię. Od chwili kiedy cię zobaczyłam, nigdy nie przestałam cię kochać.
— A nie byłaś zazdrosna o Margot
Kobieta uśmiechnęła się, przez twarz jej przemknął błysk nieskończonego smutku i współczucia. Vincentowi przypomniał się Mendes da Costa.
— Nie, jej miłość dla ciebie była dobra. Ale nie lubiłam twojej miłości do Kay. To uczucie kaleczyło cię.“(6)