- przyjechał do Polski w 1958
„— przyjechał do Polski w 1958 czy 59 i pierwszy wieczór spędził w barze „Pod Kuchcikiem". Na Nowym Świecie, w barze „Pod Kuchcikiem" upił się i strzelił kogoś w zęby; chodziło o jakąś medyczkę. I był uszczęśliwiony, że może wydawać swoje prawdziwe dźwięki, szczęśliwy jak pies, który się może wyszczekać. Przewracał oczami — Powiedzieć „kurwa", powiedzieć „jakbogakocham", tarzać się w tych betach słów, czuć ich
cudowny, nieświeży zapach, ty nie wiesz, ty nie wiesz... Mówiłem „daj pan spokój" i „odczep, się pan"! Mówiłem „Edek", mówiłem „Władek"! Słowa mi odmarzały i czułem ciepło w głowie. W głowie! G to jest głowa, ch to jest chleb! Ja wymawia się ja... Bracie, bracie, rozumiesz
Wstać jeszcze raz i wygłosić „Odczyt o Polsce" Ta odrobina szaleństwa, której mi brak... Ojczyzna... Naród... Może lepiej po wódce
...Naród Ojczyzna Chers confreres, ja takich słów nigdy nie odnosiłem do siebie, wydawały mi się nazbyt powłóczyste, nie na moją miarę szyte — ale teraz, tak, teraz od pewnego czasu, jakby okólnymi drogami, doszedłem do nich, wdepnąłem w nie, cJiers confreres... Chers confreres et amis, istnieje uniwersalizm ludzkiej kondycji, ale istnieje również uniwersalizm zbiorowych sytuacji. Dwieście lat temu Polacy wkroczyli w epokę doświadczeń nieznanych. Podbój i niewola narzuciły im nową rzeczywistość, zareagowali na nią wstrząsem i w trzydzieści lat później stworzyli narodową literaturę. W ciągu następnych stu lat literatura ta powiedziała wszystko, co jest do powiedzenia. Powiedziała wszystko, co jest do powiedzenia nie o człowieku w świecie pozbawionym wolności, lecz o człowieku w narodzie pozbawionym wolności. Drodzy przyjaciele, nikt nigdzie i nigdy nie powiedział więcej o konsekwencjach niewoli z podboju niż ta prowincjonalna literatura ujarzmionego kraju, lżąca Boga, wskrzeszająca zmarłych, kipiąca buntem przeciw rzeczywistości. Jej krzyk trwał przez całe stulecie — i nie został dosłyszany. Wy, ludzie Zachodu, coraz mniej rozumieliście istotę samego zjawiska niewola narodowa była anachronizmem — Belgia, Holandia, Grecja wyzwolone, Egmont i Wilhelm Tell przerabiane na libretta. Z chwilą gdy temat przechodzi do oper, przestaje być tematem współczesnym. Wkrótce zaczęliście pochłaniać powieści Dostojewskiego narody były wolne, to człowiek utracił wolność. Zachód przestał się pasjonować politycznym sensem niewoli, widział już tylko niewolę metafizyczną. W tym samym czasie pewien rysownik w cesarskokrólewskim Krakowie napisał sztukę z tańcami i śpiewkami, jedyny w świecie wodewil narodowy, o halucynacjach i snach niewolników. Nigdzie nie powstało w tych latach nic równie cudownego, ale prócz kilkuset Polaków, wierzcie mi, nie było na całej kuli ziemskiej człowieka, który by zrozumiał z tego słowo; autor używał zbyt mętnych aluzji do spraw zbyt mało znanych. Do mało znanej historii mało znanego kraju, podbitego przez la tzarine russe, kiedy w okresie Frondy czy Dyrektoriatu Dialektyka niewoli, jej piętrowe sublimacje i imponderabilia Czyn — Bierność, Honor — Zdrada, wszystko to dla was, drodzy paryscy i londyńscy przyjaciele, brzmiało jak irracjonalny bełkot. Pewien francuski krytyk po przeczytaniu noweli narodowego wieszcza tej prowincjonalnej prozy (trochę tylko starszego od Tomasza Manna) zataczał się ze śmiechu ranny powstaniec wrócił na pole przegranej bitwy, by zginąć z honorem. — Z czym z honorem Ależ to antypsychologiczne! W życiu tak się nie postępuje! — Żeby tę moralistykę i neurologię niewoli uczynić zrozumiałą dla was, dla ludzi Zachodu, trzeba było postąpić tak jak inny pisarz tego kraju, syn powstańca przeniósł ją na morze, pod żagle brytyjskich frachtowców. Sześćdziesiąt czy sie“(7)