tach W każdym razie
„tach W każdym razie w Polskim Klubie Morskim, w Komisariacie Generalnym Rzeczypospolitej, we wszystkich naszych placówkach giną obrazy Chlebowskiego już w pierwszych dniach wojny. W katalogach Muzeum Gdańskiego zmienia się bez pardonu nazwisko artysty na Chlebowsky. Wreszcie po sześciu latach tragedii bliskich i osobistych wyrzeczeń przeżywa malarz największy dramat — śmierć miasta.
Dziś mówi o tym spokojnie, ale wtedy wydawało się, że nie warto żyć. W płomieniach Gdańska spłonęło osiemset jego obrazów.
Pamiętam — mówi — jak błąkałem się wśród ruin ściskając pod ramieniem zawinięte w ceratę fotografie moich już nie istniejących obrazów. Jakiś przechodzień wyrwał mi to zawiniątko i począł uciekać. Krzyczałem za nim Człowieku! Tam nic nie ma, to tylko fotografie moich obrazów! Ale on sądził, że wyrwał mi skarb i znikł, skacząc po gruzach. Moment wyzwolenia Gdańska był dla mnie tak wstrząsającym przeżyciem, że usiadłem w jakiejś bramie rozwalonego domu, aby chwilę tę utrwalić na płótnie. Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że maluję obraz do galerii Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, miałbym go iza wariata. Warszawa przecież też nie istniała. A jednak dziś tam jest. No, i jak to mówią, zacząłem nowy okres w swojej twórczości. Od młodzieńczego wernisażu w Paryżu minęło pół wieku. Którą nagrodę najbardziej cenię Tę, którą obdarowano mnie w 1957 roku Nagrodę Artystyczną Miasta Gdańska. Z obrazów lubię te najwięcej, które dopiero komponuję spacerując brzegiem Motławy, o których rozmyślam podczas koncertów symfonicznych w Filharmonii Bałtyckiej.“(11)
<<<< - Ja Wygram sporo czasu
| Btrony hali sąsiedniej >>>>